


Myślicie, że coś się zmieniło? Po trzech latach zrobię to samo. Otwieram wieko, wysypuję tabakę i niucham. Czuję jeden z najlepszych smaków tabaki, jakim mogę się raczyć, na co dzień.
Cóż tak naprawdę zmieniło się wiele. Aż zbyt wiele. Zmieniła się całkowicie polityka tabaki w wielkiej sieci "Internet". Zmienili się politycy, obozy zapatrywania - a ta mała czarna biedulka siedzi nadal spokojnie - i jeno czeka na przyjaciela. Czeka by ją ktoś przytulił. I tak naprawdę ona się nie zmieniła dla was. To wy zmieniliście się dla niej. Czy to dobre? Podstawowe pytanie. Czy zmiana jest dobra? Dla niej samej - nie wiem. Dla was samych - trudno powiedzieć. Jeśli zmiana wyszła z was, od środka, od samego serca, bez pozowania, bez naśladowania marki, bez pozerstwa stylów - to bardzo dobrze. Gorzej, jeśli przeczytaliście gdzieś, jak powinno się zachowywać i tak zaczęliście się zachowywać. Jeśli ktoś wam narzucił styl, słownictwo, zasady dobrych manier - to znaczy, żeście zostali potraktowani jak roboty, które zostały zaprogramowane by służyć, sztucznie, sprawie. Tych spraw nie wolno wtłaczać, nie wolno mówić przy tak delikatnych sprawach: "Tak ma być", "Tak się nie mówi", "Tak się nie robi".
Można jeno proponować delikatnie, mówić, ukazywać, opowiadać, lecz nigdy nie powinno się nakazywać. Mnie kazano się zmienić! Na siłę! Wbrew swej woli! Powiedziano wprost - opis Gawitha, się nie nadaje, jest zbyt dosłowny, zbyt archaiczny - archetyp się zmienił - zabawne. Ignorowałem przez wiele miesięcy, te poprawne mowy tych co wiedzą jak opis tabaki winien wyglądać. Ja po pięćdziesięciu opisach nadal dziś zastanawiam się jak powinno się oddać smak w stu procentach. Miałem już wiele problemów z tą kwestią filozofii otabace. Jest to dla mnie problem, nad którym zawsze dumam, gdy chwycę za pióro. Stworzyłem wiele lat temu formułę, którą używam po dziś, może trochę udoskonaloną w swym warsztacie, ale nadal na tym samym fundamencie. "Oddać smak tak, by czytający poczuli go czytając". To jest moje założenie, trochę w nim parafrazy Pabla Picassa. Drugim założeniem było, pisać jak najwięcej, jak najobszerniej. Jeśli cokolwiek się zauważyło, lub mimowolnie poczuło - należało o tym napisać. To są moje zasady, mój styl pisowni, moja pierdolona prawdziwość - dla was, czytających. Chciałem być zawszę dla was prawdziwy - i dla siebie też.
Zmieniło się trochę, zakładamy tyle masek. Tyle pieprzonych masek. W domu mammy jedną, w szkolę inną, gdy się kochamy ściągamy wszystkie - ukazując swe prawdziwe oblicze. Choć i tam zdarzają się pozerzy. Tyle ich mamy - na każdą okazję. Gombrowicz zjadł życie z walką na maski, na gęby, na pupy... Nie daj sobie zrobić gęby SLEO!
Spokojnie milordzie. Widzę czerwoną jarzębinę za oknem. Żółty liść pocałował mą twarz.
Gdy zamkniecie oczy poczujecie, jedną z najbardziej świeżych tabak, jakie człek stworzył na tym padole. To niesamowity smak połączony z świeżością. Idealnie kooperują te dwa istnienia. Smak przeobrażający się z każdą chwilą, kolejny wdech, kolejny wdech - czuję przypływające siły. Oczy otwierają się mocniej. Krew staje się zimniejsza. Czuję zimno na całym ciele - taki szybki wzrost napięcia. I ten zapach - o wielki twórco, czy ja jestem na Ziemi? Czuję się przecież, jak gdybym oddychał powietrzem niebiańskim, a skąd tu nagle taka słodycz. Pierwsza faza świeżości odkrywa nam, że niesie ze sobą, gdzieś z tył, słodki zapach moreli. Słodki zapach przekrawanych owoców. Czuję już dokładnie krople soku spływających z owocu i spadających do tytoniu. Czuję tą mokrą tabakę. Te wilgotne ziarna tytoniu nasączone świeżym sokiem z moreli. Niucham jeszcze raz - potęguje doznania. Opadam z sił nie mogę pisać...
Siedzę na fotelu, czuję moc ducha. Czuję się wolny, opróżniony. Noc oddycha już świeżym powietrzem. Taka świeżość, jest niemożliwa do sfabrykowania. Tęsknie już za zimą - wtedy Gawith smakuje najlepiej - kulminacja zmysłów doznania. Nos wyścielany nawilżoną warstwą puchu egzystuje idealnie. Oddech staje się przyjemnością, zaczynam oddychać z uśmiechem, czując nadal ulatującą słodycz, i to piękne orzeźwienie. Nic nie w stanie upozorować mi takiej świeżości ciała i ducha, jaką niesie ze sobą Gawith. Po dwudziestu minutach czuję nadal, tak delikatną woń słodkich owoców. Dopiero po długich medytacjach jesteśmy w stanie wyczuć prawdziwie oddane morele. Musi nastąpić katharsis, jeśli chcecie poczuć morele. Musicie oddać się całkowicie doznaniu, pośliznąć się przy pierwszym niuchu i lecieć już do końca z zamkniętymi oczyma, na samą górę...
Tam jest wielka płaszczyzna, a na niej siedząc na ziemi, poczujecie słodki zapach moreli. To doznanie jest jednak ulotne. Trwa może 60 sekund. Poczuć ten zapach mogą jeno nieliczni - Ci, którzy nie boją się odejść na bok i pobyć sam na sam. Dałbym wszystko za te 60 sekund nieważkości...
Miłość moja się nie zmieniła, to forma się zmieniła. Ręka, lufka - pozabijajcie się o to głupcy!